czwartek, 13 lipca 2017

Rekordowy lin na spinning.

Często największe marzenia spełniają się nam w najmniej oczekiwanym dla nas momencie. W tym wypadku również tak było, gdy wybrałem się od niechcenia na jeden z gdańskich zbiorników retencyjnych, w celu przechytrzenia jakiegoś ładnego przedstawiciela białorybu na spinning. Tym razem na mojego micro jiga połakomił się rekordowy lin.

Mój najwiekszy lin na spinning.
Chciałem od razu napisać na swoim blogu wędkarskim o tym, co mi się przydarzyło w poniedziałek, ale brakowało mi czasu, a do tego byłem po prostu zmęczony i nie chciałem opisywać tych jakże wspaniałych dla mnie chwil byle jak. Szkoda, bo często te chwile, w których wracamy do domu jeszcze przepełnieni adrenaliną, rzutują na największych emocjach oddanych w tekście. Tego dnia zresztą, wrzuciłem tylko na facebooka na szybko kilka fotek i snułem się uśmiechnięty przez cały dzień.

Gdy wróciłem do domu po mini wakacjach na poj. brodnickim - gdzie zresztą złowiłem swoje pierwsze liny na spinning, miałem jeszcze dwa dni wolnego. Chcąc podtrzymać dobrą pasję, postanowiłem odwiedzić, jedną z dziewiczych dla mnie retencji, której do tej pory nie zaszczyciłem swoją obecnością. Mój kolega po kiju zdradził, że w zbiorniku tym występują duże japony (karasie srebrzyste), co uruchomiło moją wyobraźnie, wizualizując kolejny okaz białorybu złowionego metodą spinningową. Gdańskie zbiorniki retencyjne, są miejscami dość często omijanymi przez wędkarzy na mapie street fishingu; cóż się dziwić, małe bajorka, z których często spuszczana jest woda. Na szczęście sytuację ratują wędkarze, którzy na własną rękę zarybiają je rybami, co przekłada się na nieobliczalność tych łowisk. Nie pozostało mi nic innego, jak wybrać się tam skoro świt z lekkim kijkiem i pudełkiem z micro jigami. Dobrze, że przed dzień łowienia, postanowiłem przywiązać do plecionki 0,04 przypon z żyłki 0,16, spodziewając się większych ryb..

Gdy po godzinie łowienia, zacząłem przeklinać, że nie pojechałem tego dnia na okonie.. stało się to, co po udanym holu, skutkowało drżeniem rąk, przy palonym nerwowo papierosie. Rzuciłem sobie za trzcin, widząc jakieś bąbelki tuż za nimi i gdy chciałem podnieść małą tante od fish up'a na wolframowej, złotej główce z dna, nagle mój kij wygiął się przy przeraźliwym, a przy tym pięknym akompaniamencie hamulca kołowrotka. Pamiętam tylko kocioł przy trzcinach i tnącą plecionkę plecionkę wodę. Miałem niesamowite szczęście, że ryba odjechała spod samych trzcin (gdzie wzięła) na otwartą wodę. Rzadko w wędkarskiej przygodzie z wędką doświadcza się takiego wystrzału adrenaliny i innych neuroprzekaźników w mózgu. Myślałem, że to wspomniana przez kolegę japona, ale trochę trwało zanim zobaczyłem, przewalającą się w wodzie oliwkową, dostojną aparycję lina. W przypływie emocji dokładnie nie pamiętam jak profesor w końcu znalazł się w moim podbieraku, ale gdy położyłem go na trawce pomyślałem po prostu - jakiś Ty piękny! Coś niesamowitego! Walki na tak delikatnym zestawie i piękna tej ryby, nie da się porównać chyba nawet z trociami z bałtyckich plaż. Profesorska dostojność i siła w jednym!






45 centymetrów, złej, pięknej, oliwkowych siły. Ach, ta jego piękna para dostojnych małych wąsów i mądrych czerwonych ślepi. Idealny portret karpiowatej.




To niesamowite, jak takie spotkanie z rybą zmienia na kilka chwil człowieka, gdzie powietrze inaczej pachnie, kwiaty mają bardziej czerwoną barwę, a ptaki inaczej śpiewają. Tego dnia nie oddałem więcej ani jednego rzutu. Byłem już za szczęśliwy.. Oboje wróciliśmy do domów..


Wracaj do swojego królestwa.

Cóż, gdański street fishing to nie tylko Motława, ale też małe stawki. Dużo lepiej się na nich zresztą czuję, odnajdując często namiastkę ładnej przyrody i spokoju. Oprócz linów, na jednych z nich połowiłem wcześniej na spinning również ładnych płoci.


Sprzętowo:

Quantum Centex Felchen 2,10 1-8gr (delikatniejsza szczytówka) 
Daiwa Ninja 2000 
Kamatsu Techron 0,04 (ciemnozielona) + trabucco lucifer 0,165 
Główka wolframowa złota 3,5mm + hak kiełżowy #12 akita + bordowy dubbing + Fish Up Tanta1" 

I oczywiście zawsze obecny przy moich wyprawach w miasto, podbierak na długiej sztycy.


Serdeczności
B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz