piątek, 16 czerwca 2017

Skuteczne okoniowe gumy - łowienie na lekko.

Ostatnie wypady były dość niezłe, ale nie fantastyczne. Mam tu na myśli, że łowiłem sporo okoni (na Motławie czy też na jeziorze), ale większe ryby mnie omijały. Zresztą, jak na polskie warunki i tak nie mam zbyt dużych powodów do narzekania. Dzisiaj wspomnę na swoim wędkarskim blogu trochę o łowieniu okoni na lekko techniką opadu i pokaże Wam swoje okoniowe gumy.



A gdy zacząłem łowić okonie na lekko..


Praktycznie każdy mój wypad owocuję w ryby przynajmniej 30sto centymetrowe (30-33cm). Jak na tą porę roku, moim zdaniem jest nieźle w porównaniu do innych sezonów. Czekam tylko na okonie, którym bliżej jest już do 40stu. Co robię teraz inaczej? Chyba głównie to, że łowię dużo lżej, o czym pisałem już wcześniej. W tym okresie okonie często aktywnie żerują w toni i niekoniecznie trzeba walić o dno cięższymi główkami, a druga sprawa, że przebywają też w płytszych miejscach (mają tam drobnicę), co wymusza takie łowienie. Okoniowa technika opadu, nie zawsze powinna przypominać tą sandaczową, warto, więc połowić trochę lżej, a nawet gdy robimy to w okolicach dna, też ta przynęta często dużo naturalniej się prezentuje. Następnym czynnikiem, który poprawi naszą skuteczność, szczególnie gdy uprawiamy modny street fishing, jest to, że większość osób tak nie łowi! Często jadąc wieczorem na taką gdańską Motławę, mamy przeświadczenie, że naszą miejscówkę obławiało już skrupulatnie przynajmniej kilkoro spinningistów i gdy nasze kochane okonie widzą najczęściej gumy lecące na łeb na szyje w opadzie, zagrajmy im trochę przed nosem na lekko.






A co do moich okoniowych gum..


Stosuję głównie przynęty w przedziale 2-3" z miękkiej gumy, a większe selektywne  przynęty również grzechem nie będą, gdy spore okonie dobrze żerują. Rzadko przekraczam teraz główki jigowe o masie dwóch gram, gdzie niczym dziwnym nie są te, które mają nawet poniżej grama. Warto wziąć jednak pod uwagę jeszcze wielkość przynęty, bo im większy przykładowo ripper i do tego masywniejszy, tym cięższa musi być główka, żeby zapracował odpowiednio w opadzie; przykładowo wąska, lejąca się guma 3" będzie już nieźle zamiatała ogonkiem przy małej główce w porównaniu z inną, twardszą, okraszoną masywniejszą łopatką ogona, gdzie zestawienie podobnej szybkości opadu uzyskamy przy 2gr w pierwszej i 5gr w drugiej. Przy przynętach bez pracy własnej takich rozważań jednak nie będzie i często bardzo lekko zbrojone okoniowe gumy, pokazują swoją prawdziwą moc. Mało osób jednak zwraca uwagę na samą średnice linki, gdzie im będzie większa, tym opad będzie teoretycznie dłuższy - tak samo, jak wydłużymy go, dowiązując do plecionki fluorocarbon. Oczywiście do odpowiedniej prezentacji takich lekkich przynęt potrzebna nam jest cienka plecionka 0,06, do której dowiązuję na końcu metrowy przypon z żyłki (tańsza niż fluorocarbon, a sztywność i tak zapewnia nam plecionka). Stosowanie żyłki jako linki głównej jest też dobrym pomysłem, jednakże często, szczególnie przy wietrze, rzucanie, czucie i odpowiednie poprowadzenie lekkich gum będzie dużo mniej komfortowe. Chociaż gdybym mógł łowiłbym żyłką, bo na nią łowiłem swoje największe garby.. coś w old schoolu jest po prostu magicznego.

Ważne również aby nie przesadzać z wielkością agrafek, a na pewno eliminować z nich krętlik. Przy słabszym żerowaniu, nawet całkowite wyeliminowanie łącznika i przywiązanie linki bezpośrednio do główki jigowej może rozwiązać worek z rybami. Tutaj warto jeszcze wspomnieć na temat samych główek, a mianowicie tego, że nie używam tych z ołowianym kołnierzem. Przy bardzo miękkich gumach (np. Keitech), od razu takową gumę rozrywamy i gdy jeszcze chcemy zmieniać gumy, używając zawiązanej na stałe główki, utrudniamy sobie życie i tym samym marnuje drogie, japońskie gumy. Ja osobiście stosuję praktycznie wyłącznie haki firmy Dorado.

Niestety okonie nie są rybami dla minimalistów. Staram się zabierać co prawda jak najmniej sprzętu, ale jest to dość trudne.. To ryby często bardzo wybredne i czasami zanim trafimy w przynętę otwierającą wodę danego dnia, trochę może to zająć. I tak pakując się przed dzień wyjazdu na ryby, trudno w głowie sobie to wyselekcjonować, tym bardziej bardzo bogata oferta na rynku w tym nie pomaga. Tak czy inaczej mam jedno pudełko z gumami do kuszenia okoni na lekko, które wszędzie ze sobą zabieram i do tego jakieś kilka paczek z nieużywanymi, zapachowymi gumami, z modelami i kolorami, które są dla mnie najskuteczniejsze. Ogólnie łowiąc staram się rotować na zmianę gumami bez pracy własnej, jak i tymi z ogonkiem na końcu.

Moje pudełko operacyjne z okoniowym sylikonem.
Zacznę od przedstawienia moich okoniowych gum pozbawionych pracy własnej. Niepodważalnie tej wiosny króluję Fish Up Tanta, o czym pisałem wcześniej na swoim blogu chociażby tutaj oraz w innych wpisach opublikowanych tej wiosny

Odkurzenie okoniówki - niezawodna Fish Up Tanta

Guma rodem z Ukrainy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Tworzywo jest miękkie, a przy tym nie rozpada się tak szybko, jak przy konkurencyjnych produktach rodem z kraju kwitnącej wiśni. W sumie kształtem się nie wyróżnia, od co, taki aromatyzowany robal jakich wiele na rynku. Ale podczas podszarpywania kusi okonie jak mało co. Do łowienia okoni polecam rozmiar 1,5" i najbardziej selektywny i polecany przeze mnie 2,5". Najmniejszy rozmiar za to, okazał się zabójczą bronią na spinningowy białoryb

Płocie na spinning

Oczywiście testowałem również inne robactwo od Fish Up takich jak chociażby Flit, ale Tanta jest moim zdaniem zdecydowanie killerem, które muszę mieć koniecznie w pudełku.


Przynęty bez pracy własnej. Robactwo i jaskółkowate.

Do tego ostatnio testuję larwy hand made kolegi z forum @Cyprys19, które też jak najbardziej dają radę. Najbardziej klasycznymi jaskółkami i twardymi pryz tym, będą te od Lunker City. Twardość przydaję nam się dużo bardziej przy klasycznym jigowaniu jaskółką, a miększe gumy polecam do drop shota. Warto przetestować także trójkątne główki, które dodają przynęcie ruchy bardziej odskakujące na boki. Wiele imitacji robactwa natomiast, jest z uwielbieniem mocowanych na końcu zestawu za pomocą czeburaszki, ale ja, jakimś jej wielkim fanem nie jestem.

Mówiąc o klasycznym przynętach rybopodobnych z ogonkiem, który pracuję w opadzie, warto zacząć od chyba najbardziej popularnych dzisiaj wśród spinningistów keitechów. Prym wiedzie chyba model Easy Shiner. Guma ta bardzo dobrze pracuję już od najmniejszych gramatur główek, jest nasączona atraktorem. Wada? Bardzo szybko przynęta ulega zniszczeniu, co skutkuję uszczuplaniem naszego portfela.

Tutaj trochę riperów, twisterów, hybryd. Czego to producenci nie wymyślą ; )

Kupiłem także tej wiosny trochę ripperów od ukraińskiej firmy Fish Up i również się nie zawiodłem. U-Shad będzie dobrą wyjściową pozycją do obławiania okoniowych met. Wizzle Shad natomiast będzie przynętą o masywniejszym ogonie, robiącym więcej zamieszania pod wodą. Dobry do obławiania płytkich miejsc, gdzie chcemy łowić większą gramaturą, a przy tym wolnym opadem. Po prostu guma ta stawia większy opór w wodzie i będzie często zadaniowym killerem. Z kanonów bardzo lubię klasyczny ripper od Mannsa, który cały czas daję ryby i jest dobrą imitacją krąpika. Twisterów także, nie może zabraknąć w naszym pudełku. Kolokwialnie mówiąc, niekiedy ratują nam tyłek nad woda.

Dzisiaj jakoś się zdarzyło, że opisałem gumy, co nie oznacza, że nie używam bardzo skutecznych w tym okresie obrotówek, czy też woblerów. Ale przynajmniej będę miał pomysły na nowe posty, z serii "moje okoniowe pudełko". Oczywiście na rynku jest dużo więcej skutecznych przynęt, ale opisałem te, które w ostatnim czasie wydają mi się ciekawą propozycją i spełniają koncepcję łowienia okoni na lekko.


Serdeczności
B.







3 komentarze:

  1. Czytają, czytają, a że nie komentują, to dla tego, że pozapominali jak wyglądją ryby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no jakieś tam czasami wstawiam haha ;) Ogólnie nudzi mnie te łowienie w mieście, w wręcz nie wypoczywam. Marzył mi się wyjazd na poj. brodnickie, ale nie doszedł do skutku, przez problemy prywatne. Chyba powinienem zostać niedzielnym wędkarzem, który gdzieś się schowa, raz na jakiś czas w krzakach, niż latać po mieście i robić jakieś wyniki. Nie chce się już.

      Usuń