poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Spinningowy białoryb - moje początki.

Ostatnio sam ze sobą nie wiedziałem co zrobić. Okoniom odpuściłem; pomyślałem sobie, że niech chłopaki spokojnie się wytrą, a ja połowię je później, tym bardziej że w tym roku już trochę za nimi latałem, czy to z lodu czy zaraz po jego zejściu. Wybór padł na białoryb, najpierw tradycyjnie, a potem spinningowo !




Pierwsze moje zderzenie z białorybem na spinning odbyło się jakiś tydzień temu. Oglądałem w internecie, że inni wędkarze łowią tak regularnie ryby, więc i ja postanowiłem spróbować swoich sił. Zawiązałem sobie jakieś haki na główkach wolframowcyh, znalazłem na dnie pudełek popsute gumy, od których poodcinałem potrzebne końcówki i ruszyłem nad Motławę. Ku mojemu zdziwieniu po kilku rzutach, wyciągnąłem swoją pierwszą spinningową płotkę.


Po powrocie do domu, zacząłem studiować fora internetowe (najwięcej ciekawych informacji znalazłem na jerkbaicie), gdzie też dopytywałem o sprzęt i zrobiłem małe, głównie internetowe zakupy. Postawiłem na wędkę Quantum felchen centex 2,10 1-8, kołowrotek Daiwy Ninja 200, plecionkę Kamatsu Techron 0,04. Do tego kulki wolframowe (prawie wszystkie złote!), haki muchowe i trochę materiałów do kręcenia.

Kijek to typowy krowi ogon i jego blank bardziej przypomina muchowy niż nowoczesne, szybkie spinningi. Co ciekawe, ma dwie wymienne szyczytówki, żeby dobrać sobie je pod stosowane przez nas obciążenie. Z opisu wynika, że konstrukcja była wymyślona pod łowienie walecznych siei. Ogólnie zadaniowy patyk, pod rzucanie mikrusami i te zadanie moim zdaniem jak najbardziej spełnia. Co do kołowrotka, to z początku chciałem coś innego, ale jak byłem w sklepie, Ninja wpadła mi w łapy i za taką kasę moim zdaniem był to słuszny wybór. Naprawdę przyjemnie kręci i jak się potem okazało ma bardzo dobry nawój. Zestaw moim zdaniem perfekcyjnie wyważony.




Następnie pozostała zabawa z kręceniem przynęt. Jakieś doświadczenie już miałem, więc nie było źle. Sporo pomógł mi kanał na Youtube "TopflyG"- na pewno początkujący dzięki niemu zapełnią swoje pudełka. Przynętą, która bardzo dobrze mi się sprawdziła jest imitacja ochotki, z domieszka bordowego dubingu. Stosuję główki wolframowe o średnicach 3,5-4,5mm - ich przewagą nad mosiężnymi jest po prostu to, że są przy mniejszych średnicach cięższe. Co do haków, to musiałem pozamawiać sobie trochę z nich w ciemno, ale według mnie najlepszy do tej przynęty jest model Wizarda WD 963. Kiełżowy hak, bardzo przyjemny, z którego jeszcze nie doświadczyłem na ok. 20 ryb żadnego spadu. Co ciekawe np. haki zadziorowe firmy Hends się nie nadają; mają ten zadzior naprawdę spory, w porównaniu do przykładowego Wizarda i przy wkładaniu haka na główkę wolframową, przez owy zadzior, hak nie mógł przejść przez otworek. Co do samych ochotek, moim zdaniem nie ma co ich kleić do kolanka haczyka, bo ryby je szybko zdewastują. Warto, więc zakładać je na łowisku, mając ze sobą całe opakowanie. Na początku łowiłem z sukcesami Berkley'em Gulp, ale po wyjęcie z zalewu sztucznych ochotek, niestety dziwnie twardniały i ogólnie nie wyglądają zbyt estetycznie. Dużo lepsze moim zdaniem są Powerbaity, które nie są w zalewie, a ich wygląd jest moim zdaniem bardziej realistyczny, nie zmieniają "stanu skupienia", a są również zapachowe.

Gulp chwile po wyciągnięciu z "zalewy"

Powerbait, który już nawet płocie łowił i schnął grzecznie w pudełku.

Na razie z początku kręciłem głównie jigi pod gumowe robactwo, ale teraz jak znajdę więcej czasu usiądę nad typowymi pierzakami.

Zestaw taktyczny nad wodę. Minimalizm, prostota i wygoda ; )
Jak ktoś jest zainteresowany takimi cukierkami na białoryb, śmiało pisać, bo już takie wiadomości się u mnie pojawiły. ; )

Gdy sprzęt doszedł w piątek, a już trochę sobie dzień wcześniej pokręciłem, wyrwałem się dosłownie na godzinkę na Motławę. Wpadł leszczyk i kilka okonków - czyli działa i kolejny wypad na plus.





W niedziele znalazłem dopiero więcej czasu, żeby wyjechać za miasto i pierwszy raz w tym sezonie połowić z łódki. Niestety wstając rano żałowałem, że nie pojechałem dzień wcześniej, kiedy było słonecznie, ciepło i bezwietrznie, a tego dnia niestety było na odwrót. Udało mi się jednak ustawić tak, żebym wiatr miał za pleców. W skrócie nieźle połowiłem i złowiłem na spinning kilkanaście płoci.






Co do samego prowadzenia, też jest to dość ciekawa sprawa. Sam się nad tym zastanawiałem i teraz mogę napisać, że jakieś mocniejsze podszarpywanie w stylu okoniowo-sandaczowym będzie bardziej odstraszać ryby, niż je zachęcać do brania. Leszcza złowiłem kładąc jiga na dnie i następnie leciutko drgając podnosząc go do góry. Np. na Motławie warto pobawić się tak jakbyśmy łowili na mormyszkę, bardziej w pionie, gdy przy samej barierce brzegowej mamy dość głęboko, a doprowadziliśmy już przynętę pod nasze same nogi. Przy płociach natomiast warto wgl nie podrygiwać. Najczęściej rzucam jak najdalej mogę, pozwalam trochę przynęcie opaść przy otwartym kabłąku (jeśli łowię dość głęboko) i bardzo wolno podwijam przynętę, po czym pozwalam potem na długi, swobodny opad - i to prowadzenie powinno być wyjściowe, przy różnych gatunkach. Dobrze w przypadku płotek, jeżeli łowimy na cienką plecionkę, dać trochę grubszą żyłkę jako przypon, gdzie ten opad jeszcze spowolnimy, np. 0,16. Gdy łowię nie tylko płotki, a chcę szybciej dojść w okolice dna, stosuję żyłkę jako przypon 0,12-0,14. Ogólnie długość przyponu u mnie to jakieś 30-40 cm. Stosuję, żyłkę a nie modny fluorocarbon, żeby dodać przynęcie troszkę naturalności, gdzie materiał przyponowy będzie miększy, a sama plecionka i tak daję wystarczającą sztywność.

Dalsze wyprawy i kombinatorykę przy białorybie na pewno będę opisywać. Drugi milowy krok, po wędkarstwie podlodowym, już w tym roku postawiłem. Zobaczymy, co dalej przyniesie moja przygoda z wędką. .


Serdeczności
B.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz