sobota, 18 lutego 2017

Internetowi fanatycy - rak dzisiejszego wędkarstwa.

Sezon podlodowy się dla mnie niestety skończył. Od kilku dni panuje na pomorzu spora odwilż, a ja nie posiadając zbytnio sprzętu asekuracyjnego, postanowiłem pomyśleć o swoim zdrowiu i dać sobie spokój (szczególnie, że w weekend nie udało mi się już wyrwać). Po jakimś etapie w naszych wędkarskich przygodach, następuję często okres zadumy, podsumowań, ale mnie dopadły przemyślenia ściśle niezwiązane z wędkarstwem podlodowym, a z etyką. Dzisiaj prawdopodobnie przerzedzę trochę grono moich czytelników, bo chcę napisać o moim podejściu do wypuszczania ryb.



środa, 15 lutego 2017

Marne pocieszenie.. w magiczne pół godziny.. - podlodowe okonie.

W wędkarstwie raz rozpamiętujemy piękne chwile, a raz podłe. Najgorzej bolą chyba te, kiedy naprawdę się staramy, a dostajemy po czterech literach. Czuję się trochę jak Krychowiak, który niby wygrał mecz 4-0 z wielką Barceloną, a obejrzał go z trybun, bo nie łapie się nawet na ławkę rezerwowych.

Marne pocieszenie.. myślę, że to trafny tytuł. Miałem ostatnio problem z mormyszkami; były łowne, fajnie zrobione, ale miały bardzo słabe haki.. po prostu się rozginały. Dlatego, zamówiłem mormyszki u pewnego jegomościa, na mocniejszych hakach. No i dostałem, coś o bardzo dziwnym kącie lutu.. "zawodowe" usłyszałem.. "tak ma być" rękodzielnik zapewniał. Zanim pojechałem, już domniemywałem, że coś jest nie tak. W między czasie, miałem otrzymać przesyłkę, od bardzo miłego kolegi po bloggerskim fachu, ale niestety nie doszły. Okazało się, ze listonosz nie donosił tego dnia przesyłek na moją ulice.. "redukcje etatów" znowu policzek, tym razem na poczcie. A w środę czyli dzisiaj, wiedziałem, że będą gryzły. Potrzebowałem tych cudeniek. Doszły dopiero teraz, jak wróciłem z ryb. Zajebiście.. Dzięki wielki poczta oddział niedźwiednik.



sobota, 4 lutego 2017

Troszkę o podlodowym sprzęcie dla amatora.

Przechodząc do części technicznej, chciałbym zaznaczyć, że mój warsztat podlodowy jest jeszcze bardzo ubogi, zatem to co piszę skierowane jest dla naprawdę początkujących moczykijów. Sam na początku chcąc spróbować, nie wiedziałem za co się zabrać, co kupić, a mnogość artykułów w internecie mnie przerażała. Miałem trochę przeczucie, że treści dla bardzo początkujących, są trochę odrealnione od łowienia większych ryb, a idea złożenia byle jakiego zestawu, byle by łowić mocno koliduję z moim charakterem "perfekcjonisty". Jak w każdej dziedzinie wędkarstwa, trzeba się przyłożyć i najważniejsze są tak zwane.. sam nie wiem jak to nazwać.. może tak; domowy szamanizm. Nazwa dziwna, ale chodzi mi o takie niuanse, które każdy z doświadczonych łowców ulepsza w domowym zaciszu, jak i szczegóły, których nie wyczytamy nigdzie, a możemy nauczyć się ich tylko i wyłącznie nad wodą.


piątek, 3 lutego 2017

Piękne chwile na lodzie - duży okoń na mormyszkę.

Piszę ten post troszkę w euforii.. Mimo, że jestem zmęczony, naskrobię coś gdy moje emocję jeszcze nie opadły. Wędkarstwo jest piękne. Z jednej strony, radość, śmiech, a z drugiej frustracja i zazdrość. Tak mało często nas dzieli od sukcesu, jak i porażki. Wszystko przebiegło w moim bieżącym podlodowym sezonie podręcznikowo; jako nowicjusz, małymi kroczkami, szlifując swój na razie mało obfity warsztat, starałem się złowić okonia przez duże O. Łowiłem coraz to większe okonki, ale to nie było to. Dzisiaj jednak moje starania zostały nagrodzone, przez amatora srebrnej wolframowej mormyszki, z dyndającymi ochotkami na haku. O ten rozmiar mi chodziło.