wtorek, 6 stycznia 2015

Wspomnienia marzec 14'.


Trocie dziecie. Tego dnia rybki wielkością nie powalały ale zabawa była.




Co innego było o poranku, gdy o wschodzie słońca na plaży byłem sam..



Oby ten rok dał mi też trochę pięknych chwil.
Na pewno będzie lepsza jakość bo zainwestowałem w sprzęt cyfrowy.
Chyba, że zapomnę o karcie SD do aparatu.
Tak to z opowieściami o największych trociach bywa..
Były taaaakie wielkie ; )

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Inauguracja 15'.

Późno, bo późno ale dopiero 5-go stycznia pojechałem pierwszy raz na ryby w nowym roku kalendarzowym. Pragnę zaznaczyć, że ja liczę rok wędkarski inaczej. Dla mnie sezon trociowy trwa od listopada, a kończy się w maju. Nie czuję, więc technicznej różnicy między grudniem, a styczniem. Taki paradoks.



Tak na dobrą sprawę okresy połowu morskiej troci dzielę na trzy; optymalne żerowanie, ospałe żerowanie, nie ma jej bo woda jest za ciepła. Ale to temat na osobny wpis. Tym wstępem próbowałem trochę pokracznie pokazać, że w życiu morskiego moczykija, nie ma takiego "WOW", swoistego pospolitego ruszenia nad rzekę pierwszego stycznia. Najchętniej bym napisał, że nie lubię tych rzecznych wędkarzy, ale od razu ja mogę już czuć się zaatakowany. Zresztą, większość trociarzy rodem z miedzianymi mocno pracującymi wahadłami, plus żarowiastymi woblerami "bo są niezwykle skuteczne przy pierwszych dniach", jeździ na nie tylko okresowo, kiedy są najłatwiejsze do złowienia. Po prostu, chęć złowienia niezwykle walecznej troci, wtedy gdy nie ma nic lepszego do roboty bo sandacz ma już sezon ochronny, jak i również myślenie typu "wyprawa na kilka dni do znajomych na pomorze, aby poczuć ten pulsujący ciężar".


Skwituję to tak. Kupiłem ojcu na święta whisky. Takie z górnej półki, ciekawe o tyle, że nie jest single malt, a blended. Przy kasie uśmiechnąłem się do sprzedawcy, mówiąc że i tak ojciec wypije to z colą. Na to on, żeby ojciec poczytał sobie historię tej whisky, wypisaną pięknym kaligrafowanym pismem. Poczytajcie trochę o zwyczajach tej ryby i wyobraźcie sobie teraz, jaką krzywdę robimy naszym oponentkom, łowiąc je w okresie gdy na prawdę najmniej myślą o żerowaniu, są słabe, obdrapane, chude i ze wszystkich sił próbują spłodzić nowe potomstwo i bronić swojego gniazda. Dodam, że moim celem nie było obrażenie nikogo, jak i również wywyższanie się, a po prostu notka zmuszająca do refleksji.

Wracając do samego dnia, cóż. Woda kawa z mlekiem. Zachodni wiatr zrobił swoje. Woda podniosła się, podmywając klif i inne plażowe osady. Pora pojeździć trochę na polowanie poza swoje podwórko. Zresztą, co to by był za sezon, bez meczów na wyjeździe.

Przynajmniej wpadłem odwiedzić kumpla, którego często widuję przez okno jadąc na parking, a do którego nigdy nie starczało czasu, aby wpaść na łyk herbaty.





Wypijmy, za trocie których nie udało nam się przechytrzyć i wędki na które nie było nam dane połowić.

Z wędkarskim pozdrowieniem.