środa, 4 czerwca 2014

Piękny maj.

Maj jak się szybko zaczął, tak szybko się skończył. Czy czekałem na ten miesiąc z utęsknieniem ? Powiem szczerze, że w tym roku nie do końca. Łowienie troci w morzu pochłonęło mnie do reszty, więc im dni stawały się dłuższe i cieplejsze tym malała szansa na spotkanie z salmonidem. Kiedyś byłem innym wędkarzem, z utęsknieniem czekałem na majowe szczupaki, liny a czerwiec był pod znakiem sandacza. Nie wiem czy to kwestia przechodzenia na coraz to bardziej wymagające ryby; sam stawiając taką tezę nie do końca się z tym z zgadzam, bowiem do każdej ryby podchodzę z szacunkiem jak i podziwiam każdego łowcę specjalizującego się w wybranym gatunku.



Na początku maja, wybrałem się na wieś. Pojawił się linek, a potem pierwsze majowe dni popsuły się. Tak zwana "Zimna Zocha" czyli zimny front pojawiający się zazwyczaj w połowie miesiące tym razem zagościł już u nas na majówce. Łódka zostawała zwodowana, a ja oddałem się pogoni za szczupakiem. Powiem szczerze, że nie były to dla mnie zbyt wymarzone chwile, ponieważ przeciskanie się między łódkami na obleganych jeziorach pojezierza brodnickiego nie są tym do czego dążę w wędkarstwie. Cenie sobie ciszę i spokój.


Powróciwszy po majówce do trójmiasta odwiedziłem swój ukochany klif. Uroczo było przy pięknym poranku pobrodzić trochę przy wschodzącym słońcu, nie widząc żywego ducha na plaży. Oj zapamiętam ten wspaniały dzień. Złowiłem tego dnia swoje pierwsze belony, a z biegiem czasu, gdy słońce coraz wyżej gościło nad moją głową udałem się za bunkier. Miejsce do którego nie miałem nigdy przekonania, a było wielbione przez innych wędkarzy. Zrobiłem to trochę od niechcenia, a raczej bez stresu, mając na koncie dwie ryby. Miejsce nie napawało optymizmem; płyciej niż na wcześniejszym miejscówkach, a w dodatku fale zepchnęły pełno glonów. Trzeba było przemknąć w ciszy pomiędzy śliskimi kamieniami w głąb morza aby objąć pozycję zdatną do rzutu Jakie było moje zdziwienie gdy za moim drugim rzutem, poczułem uderzenie i odjazd. Wtedy już wiedziałem, z kim mam do czynienia. Mały problemy z podebraniem, ale 53 centymetry szczęścia pozują do zdjęcia w towarzystwie belon. Od tamtej pory, zawsze gdy jestem na plaży postaram się oddać tam chociaż kilka rzutów.



Trochę naokoło ale maj nad morzem, to tak przede wszystkim belony. Trudno znaleźć podobną rybę w naszych wodach. Przypływa do nas w celu odbycia tarła, a wraz z końcem maja rozprzestrzenia się. Cóż powoli moje morskie błystki odpoczną od solanki. Trzeba będzie zając się innym gatunkiem, ale jak skoro tak pokochałem morze ?